Mecenasom - dziękujemy...

  ... i polecamy się na przyszłość, oczywiście. Fanty może nie są najważniejsze na zawodach (przynajmniej, nie dla wszystkich) - ale miło, kiedy jest za co przeprowadzić imprezę. A potem jeszcze coś wręczyć najlepszym.

  Dlatego uprzejmie dziękujemy i przypomnimy się (przy najbliższej okazji) życzliwej pamięci kilku instytucjom. O których kilka słów poniżej...

 

  Domena Sportowa, czyli Perfect Sport - kolaborujemy już od dłuższego czasu. Ta zadzwiająca słabość owej firmy do naszych zawodów wynika z faktu, że jej szefem jest nasz kolega, czyli Karol Jarzębiński. Bardzo miło z jego strony, że nadal odbiera od nas telefony czy maile. Pozostaje mieć nadzieję, że zawodnictwo w jakiś sposób się odwdzięcza w naszym imieniu, zaopatrując się u Karola w rozmaite dobra...

  Po raz pierwszy udało nam się skłonić do współpracy Hotel Brant. Czym się kierowali ci mili ludzie - nie mamy pojęcia, ale po co wnikać? Tym bardziej, że pojawiło się coś na kształt deklaracji, że następnym razem udział będzie także czynny... Zapraszamy, oczywiście!

 

 Debiut sponsorski to także firma Regatta, stojąca za akcją Rusz Się. Tu niby zasady są proste i równe dla wszystkich - można aplikować o wsparcie rozmaitych imprez sportowych. No, ale wsparcia można się doczekać - lub nie. Więc bardzo nam miło było wręczyć całkiem przyzwoitej wartości "czeki" na zakończeniu zawodów...

 Helion, czyli księgarnia internetowa, dealująca między innymi książkami Wydawnictwa Bezdroża, to - dla odmiany - recydywa sponsorska. Nie widzielimy się na własne oczy ani razu, ale rozmowy zawsze są bardzo miłe i w efekcie czempioni naszych imprez mogą się zatopić w lekturze. Na ogół - o tematyce biegowej.

  Zupełnie nie biegową tematykę mają natomiast filmy, które dostajemy do rozdawnictwa z Agencji Promocji Mañana. Ale - co to szkodzi, w sumie? Ileż można w kółko o tych zawodach, przecież. A z Mañaną współpracujemy (czytaj - dostajemy fanty rozmaite) od samego początku działalności Teamu. Tu również przyczyna tej współpracy jest prosta - czyli liczona w dekadach znajomość z szefem Agencji, czyli Piotrkiem Kobusem.

 Wszystkim wymienionym (nie wymienionym z imienia i nazwiska też) jeszcze raz dziękujemy w imieniu swoim i zawodników!

  No i - last, but not least - wypada podziękować warszawskim podatnikom. Oni to bowiem się zrzucili, zaś Biuro Sportu i Rekreacji UM Stołecznego Warszawy przekazało nam środki. Bez których pewnie w ogóle nie dałoby się tych zawodów sensownie zorganizować... Co przeczy tezie, że wszystkie publiczne pieniądze są marnotrawione. Te raczej nie, co?

 Zobaczymy, kogo się uda skłonić do kolaboracji następnym razem - i jeszcze potem... Liczymy, że lista podziękowań będzie przynajmniej tak samo długa!